
Zamki, dwory obronne, mury miejskie, grodziska
Forum miłośników średniowiecznych fortyfikacji (zał. 05 Lis 2007)
Dzień za dniem, Gazeta numer 15 z dnia 14 kwietnia 2004
W roku 1704 Adam Kotwicz rozpoczyna budowę barokowej rezydencji rodowej w Bojadłach. Pałac oraz budynki bramne, z bardzo nielicznymi przeróbkami, przetrwały do dzisiaj.
Ostatni z Kotwiczów - Leopold - rezydent na Bojadłach, któremu podlegał również Konotop wchodzący do klucza dóbr tego rodu, umiera w roku 1902 bez męskiego potomka. Wraz z jego śmiercią następuje koniec trzechsetletniej bytności Kotwiczów w Bojadłach. Barokowy pałac, park i ogród oraz szachulcowy kościół, powstałe według projektu samego Karla Gottharda Langhansa, twórcy Berlińskiej Bramy Brandenburskiej, to jedno z ciekawszych założeń architektonicznych, które spotykamy właśnie w Bojadłach.
Po II wojnie światowej pałac miał kilku użytkowników: między innymi mieściły się w nim ośrodek zdrowia, szkoła, ośrodek kolonijny. W latach 90-tych pałac wydzierżawiły Zakłady Odzieżowe "Milena" z Legnicy. W tym okresie pałac był w pełni funkcjonalny i miał prawdziwego, zaradnego gospodarza. W czasie zmian ustrojowych obiekt kupiła warszawska spółka "Olbart", która przedstawiała wspaniałe plany remontu i zagospodarowania zakupionej posesji, uruchomienia luksusowego pensjonatu oraz stadniny koni. Na zapowiedziach się jednak skończyło; okazały się one piękną bajką dla dorosłych. Czas jednak nie stoi w miejscu, perełka baroku powoli obraca się w ruinę. Prokuratura Rejonowa w Świebodzinie odmówiła wszczęcia postępowania. Spółką "Olbart" zainteresował się natomiast warszawski sąd rejonowy. Stan obecny, wspaniałego niegdyś pałacu, jest tymczasem coraz bardziej opłakany. Odpadają piękne barokowe ornamenty, bogato rzeźbione obramienia okien; w salach na parterze złodzieje zerwali i skradli zabytkowe parkiety wykonane z kilku gatunków drewna; zdewastowali także dwa ostatnie kominki w salonach na parterze - jedyne zresztą, jakie pozostały z dawnej świetności rezydencji; ich łupem padła ozdobna, kuta balustrada balkonu nad wejściem głównym. W ostatnim okresie zerwano i zniszczono ozdobne schody główne prowadzące z głównego hallu parterowego na piętro, a w sali głównej na piętrze runęły celowo podrąbane, ogromne bele sufitowe, bezpośrednio połączone z więźbą dachową, co grozi zawaleniem się części głównej dachu nad częścią fasadową. Władze gminy są całkowicie bezradne, gdyż prawnie nie są właścicielami obiektu. Ogromna szkoda, że pomału ginie na naszym terenie ta wspaniała perełka baroku. W przededniu wejścia naszego kraju do Unii Europejskiej możemy bezpowrotnie stracić to, co świadczy o naszej narodowej tożsamości, o naszej historii i tradycji.
Jest to jednak swoisty ewenement, by na stosunkowo małym obszarze dwu sąsiadujących ze sobą gmin, Trzebiechowa i Bojadeł, skumulowały się takie architektoniczne rarytasy, jak choćby Kościół Parafialny w Trzebiechowie, projektowany przez wielkiego niemieckiego klasycystę - Karla Friedricha Schinkla, Dom Pomocy Społecznej w Trzebiechowie, z wnętrzami i elementami sztuki użytkowej wykonanymi przez wielkiego Belga, ojca europejskiej secesji - Henrego van de Veldego, czy pięknej urody szachulcowy Kościół Parafialny w Bojadłach, który zaprojektował Karl Gotthard.
Wspaniale prezentują się też dwa okoliczne pałace: rezydencja książąt Reussów w Trzebiechowie i romantyczny Pałac Myśliwski Radziwiłłów w Klenicy, stworzony ręką Księżnej Marii - Doroty de Castelane Antoniowej Radziwiłłowej.
Wielka szkoda, że bojadelska rezydencja Kotwiczów nie wejdzie do wspólnej Europy w blasku dawnej świetności. Miejmy jednak nadzieję, że władze gminne oraz służby ochrony i konserwacji zabytków znajdą sposób na uratowanie i przywrócenie dawnego blasku tej wiekowej budowli. "Verba volant, scripta manent" - słowa powiedziane ulatują.
Tadeusz Wojter
