Zamki, dwory obronne, mury miejskie, grodziska

Forum miłośników średniowiecznych fortyfikacji (zał. 05 Lis 2007)

Osadnictwo wschodni...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Osadnictwo wschodnich Górnych Łużyc w X-XIV wieku


(@becik)
Użytkownicy Admin Zarejestrowany
Dołączył: 2 lata temu
Wpisy: 16547
Rozpoczynający temat  

Osadnictwo wschodnich Górnych Łużyc w X-XIV wieku. Perspektywy badań interdyscyplinarnych

Przemożny wpływ na obecny kształt Europy Środkowej wywarły przemiany zachodzące w społeczeństwach i gospodarce tego regionu w X-XIV w. Ważnym elementem tych zjawisk były przemiany w osadnictwie. Jednym z najciekawszych regionów Europy Środkowej pod kątem przemian w osadnictwie są zaś Górne Łużyce- region mogący się pochwalić rekordowym zagęszczeniem grodzisk z X-XI w., a także pierwszy, dla którego zastosowano robiącą dziś karierę frazę „budowa władztwa przez kolonizację”. Niniejszy tekst ma wskazać drogi, którymi mimo szczupłości danych historycznych można próbować poszerzyć wiedzę o przemianach w średniowiecznym osadnictwie Górnych Łużyc, szczególnie w odniesieniu do „ciemnych” wieków X-XIII. Uwaga zostanie przy tym skupiona na dawnych ziemiach żytawskiej i zgorzeleckiej, położonych w znacznej części na terytorium Polski.
Obszar ten pojawił się w źródłach pisanych wraz z wymienieniem w tzw. Geografie bawarskim Bieżuńczan (Besunzane ciuitates II). Nie miejsce tu, by referować dyskusję nad umiejscowieniem Bieżuńczan; warto jedynie przypomnieć, że najbardziej wiarygodna jest ich lokalizacja w okolicy Zgorzelca. Za dwie ciuitates Bieżuńczan można uznać widoczne w materiale archeologicznym obszary osadnicze- północny wokół Zgorzelca z możliwym ośrodkiem w grodzie *Bieżuńcu (stan. nr 1-2 na Landeskrone) oraz południowy w rejonie Bratkowa i Niedowa. Za umieszczeniem drugiej „żupy” Bieżuńczan w dorzeczu Witki i przylegającej części doliny Nysy przemawiają: rozrzut słowiańskich nazw miejscowych, datowania grodzisk w Niedowie i w Loučné, pierwotna rozległość parafii niedowskiej oraz ukształtowanie terenu. Pokrótce opisana struktura przetrwała co najmniej do wojen Henryka II i Konrada II z Piastami o Milsko. Zapewne w trakcie tych walk uległy zniszczeniu dawne grody Bieżuńczan, co w przypadku Niedowa potwierdza datowanie archeologiczne, a w przypadku Landeskrone wzmianka Thietmara z Merseburga o zajęciu grodu Businc i tysiącu wziętych do niewoli obrońców. Warto przy tym zaznaczyć, że na przełomie X/XI w. grody te nie funkcjonowały już jako milczańskie czy bieżuńskie, tylko jako część systemu zarządu i obrony wschodnich rubieży marchii miśnieńskiej. Za istnieniem nad Nysą okręgów grodowych (burgward) przemawia podarowanie przez Henryka II okręgu Ostrusna biskupom miśnieńskim niedługo po pokoju poznańskim 1005 r. Wniosek ten opiera się na utożsamieniu castellum Ostrusna z grodziskiem w Bratkowie. Odmienną propozycję wysunął Gerhard Billig, utożsamiając Ostrusna z grodziskiem na górze Rotstein- nie uzasadnił jednak dostatecznie tej identyfikacji. Bardziej prawdopodobną kontrpropozycją dla utożsamienia Ostrusna z grodem w Bratkowie może być pomysł identyfikacji Ostrusna z Ostro Kr. Bautzen. Na północ od Bratkowa i północny wschód od Dolgowitz po upadku grodu na Landeskrone (1015 r.) ośrodek zarządu został przeniesiony nad Nysę, do pierwotnego Zgorzelca, znanego w XI- w. jako villa Goreliz, a od XII castellum Yzcorelik. Trudno się tedy dziwić, że nie dotrwały w źródłach żadne ślady „bieżunieckiego” okręgu grodowego. Dotkliwy niedostatek źródeł pisanych nie uległ dla wschodnich Górnych Łużyc znaczącemu zmniejszeniu aż do drugiej tercji XIII w., co od dawna skłaniało badaczy do eksploatowania innych kategorii źródeł. Studiowano przede wszystkim formy siedlisk wsi i związanych z nimi rozłogów oraz słowiańskie nazwy rzeczne, miejscowe i polne, co przyniosło zestawienie historycznego wykazu miejscowości Saksonii i serię historycznych opracowań. Pozwoliły one m. in. dostrzec udział Słowian w procesie kolonizacji, szczególnie północnych, nizinnych części Górnych Łużyc. Skądinąd także na Pogórzu można znaleźć przesłanki wskazujące na rolę Słowian w kolonizacji, i to jako zasadźców, mianowicie mieszane toponimy, jak Wittgendorf i Radgendorf w ziemi żytawskiej- choć problematyczne może być bezwzględne datowanie tych osad. Obraz osadnictwa uzyskany w ten sposób nie jest jednak całkowicie wewnętrznie spójny, a miejscami także rozbieżny z wynikami badań archeologicznych. Zdając sobie sprawę z tych braków, Joachim Huth pokusił się o wprowadzenie nowego narzędzia badawczego w oparciu o rodzaje powinności poddanych klasztoru Marienstern na terenie tzw. Eigensche Kreis- klucza dóbr w dorzeczu Pliessnitz. Badacz ten doszedł do wniosku, że chłopi siedzący na ziemiach najstarszego osadnictwa płacili czynsz w czterech lub trzech zbożach, a późniejsi osadnicy- w dwóch zbożach lub wyłącznie w gotówce. Zasadność takiej rekonstrukcji wsparł Autor serią wnioskowań dedukcyjnych, przytaczając m. in. przetrwanie jeszcze bardziej archaicznych danin w dobrach Mariensternu położonych na ziemiach starego osadnictwa. Najbardziej jednak frapująca część omawianej konstrukcji to próba odtworzenia układu gospodarstw we wsiach Eigensche Kreis, mająca solidne podstawy dzięki zgodności danych najstarszego, XIV-wiecznego wykazu dochodów z danymi nowożytnymi. Rekonstruując usytuowanie poszczególnych zagród i odpowiadających im pól, J. Huth stwierdził w Eigensche Kreis kilka skupisk sąsiadujących ze sobą pól gospodarzy zobowiązanych do składania czynszu w trzech i czterech zbożach. Skartowanie tych skupisk nasuwa wniosek, że są to pozostałości niw blokowych, rozparcelowanych przy rozmierzaniu wsi na prawie niemieckim, przy równoczesnym zachowaniu starych powinności
przywiązanych do pól. Blokowy układ pól wiązałby się więc z czynszem naturalnym w trzech lub czterech gatunkach zbóż, co razem sugeruje słabiej rozwiniętą technikę uprawy ziemi, czyli starsze osadnictwo- quod erat demonstrandum. Choć można mieć zastrzeżenia do samej metody, wniosek J. Hutha, że w Eigensche Kreis istniały osady starsze, niż istniejące do dziś wsie lokacyjne, jest do przyjęcia- szczególnie że można na jego poparcie przywołać kilka innych przesłanek. Problematyczne pozostaje jednak bezwzględne datowanie tego starszego osadnictwa, które równie dobrze mogło się wiązać z XII, jak i XIII stuleciem. Można się jedynie pokusić o stwierdzenie, że między osadami z blokowym podziałem pól a późniejszymi wsiami lokacyjnymi nie było przerwy w zasiedleniu, skoro ciążące na dawnych działkach blokowych powinności zostały przeniesione na młodsze działki pasmowe. Nieznana jest też relacja domniemanych najstarszych osad w dorzeczu Pliessnitz względem grodzisk w Schönau (Hutberg), Niederrennersdorfie (Heideberg) i Berzdorfie (Ringelberg). O ile bowiem osady z blokowym układem pól z reguły wiążą się ze starszym osadnictwem, niż wsie łanów leśnych, to nie wypływa stąd wcale ich datowanie bezwzględne. Przykład Eigensche Kreis wskazuje zarazem, że nawet zupełny brak archaicznych form siedlisk i rozłogów nie wystarczy, by wykluczyć istnienie osadnictwa starszego, niż wsie łanów leśnych. Jeszcze bardziej dobitne są przykłady stanowisk, na których terenie osadnictwo IX-XII w. jest poświadczone archeologicznie, a mimo to powstałe w tych miejscach wsie lokacyjne mają niemieckie nazwy i postać wsi łanów leśnych (np. Białogórze, Ebersbach). Z drugiej strony, w innych okolicach (np. wokół Jauernick, Melaune i Zawidowa) archeologiczne i historyczne świadectwa osadnictwa IX-XII w. zbiegają się z archaicznymi postaciami siedlisk i rozłogów.
Takie i podobne zawiłości mogłyby rozwiązać przekazy pisane XII-XIII w.-gdyby nie to, że uchwyciły one proces kolonizacji wschodnich Górnych Łużyc w toku, czy wręcz już po jego zakończeniu. W 1238 r. istniała już na wschodzie Górnych Łużyc gotowa sieć miast lokacyjnych: Zgorzelec, Löbau, Reichenbach, wraz z zarządzanymi przez wójtów okręgami. W 1234 r. biskup Miśni Henryk rezygnował z dziesięcin „za Nysą” na rzecz Czesława z Schönbergu (Sulików) w zamian za Altbernsdorf, przekazany przez tegoż poprzedniemu biskupowi Brunonowi. Z odnośnego dokumentu wynika jasno, że już przed 1228 r. istniał zarówno Altbernsdorf, jak też Sulików- ten ostatni z własnym kościołem parafialnyma rycerz Czesław transakcją z biskupem zwiększał jedynie zwartość swego władztwa. Nieodległe dobra Ostritz również pojawiły się w źródłach w 1234 r., ale za to od razu jako gotowy klucz z targiem i ośrodkiem zarządu w Ostritz. Król Wacław I rozporządzał wówczas swobodnie tylko jedną wsią z całej włości: najmłodszym Seifersdorfem. Dzierżącym poszczególne wsie dóbr Ostritz panom von Dohna i ich lennikom najwyraźniej zaś opłacało się ich posiadanie, skoro cysterki z założonego w Seifersdorfie klasztoru St. Marienthal zaczęły rozbudowę swego uposażenia od nabytków w ziemi budziszyńskiej, a same dobra Ostritz wykupywały jeszcze w XIV w. Promotorami kolonizacji nad Nysą byli biskupi miśnieńscy, w których sferze wpływów leżały Eigensche Kreis i dobra sulikowskie. Centrum zwierzchności biskupów stanowił zapewne gród w Zawidowie (Seidenberg), późniejszym ośrodku zależnego wprost od biskupa dekanatu. Granice wpływów biskupich odbija fragment dyspozycji tzw. górnołużyckiego dokumentu granicznego, znany jako protokół 1b. O ile jednak przebieg północnej granicy wpływów biskupich (contra Poloniam) określony został dość dokładnie jako biegnący od Nysy do Kwisy, to znów południowy (contra Boemiam) jest trudniejszy do odtworzenia. Zgodnie z pragmatyką opisu, granica contra Boemiam powinna zaczynać się w Górach Izerskich, a kończyć na lewobrzeżu Nysy, gdyż jej końcowy odcinek biegnie potokiem Koren, od jego ujścia w górę Nysy, potem zaś potokiem Kameniza do jego źródeł. Z lewych dopływów górnej Nysy na linię graniczną nazwaną w dokumencie biegiem *Kamienicy najlepiej nadaje się głęboka dolina Kemmlitz. W takim razie potoku Koren należy szukać na prawym brzegu Nysy na północ od ujścia Kemmlitz. Wątpliwe, by granica wpływów biskupich i królewskich przecinała istniejące już w 1241 r. dobra Ostritz, stąd zapewne pod nazwą Koren kryje się jeden ze strumieni uchodzących do Nysy na północ od Trzcińca. Dobra Ostritz, dzierżone wówczas przez właścicieli powiązanych z Wacławem I- panów von Dohna i Marienthalpozostałyby więc po stronie biskupiej. Warto jednak przypomnieć, że biskupi mieli prawa do okolicy Ostritz (Ostrusna) nadane już przez Henryka II, a sam dokument graniczny dotyczył rozdzielenia stref zwierzchności, a nie własności; nie ma też pewności, na ile jego postanowienia weszły w życie. Znacznie bardziej zastanawiające jest zawieszenie delimitacji na źródłach *Kamienicy, co jednak wyjaśnia kolejny protokół omawianego dokumentu, opisujący zasięg okręgu grodowego Dolgowitz. Część wschodniej granicy Dolgowitz stanowi distinctio Zagost et Budesin. Położenie tego odcinka między Kemnitzbachem a Weisser Schöps wskazuje, że granica ziemi budziszyńskiej i ziemi Zagozd biegła wówczas północnym krańcem biskupiego Altbernsdorfu. Stąd zaś wynika, że późniejszy Eigensche Kreis był wówczas zaliczany do Zagozdu, co wyjaśnia, dlaczego protokół 1b zaczyna się od Nysy, a kończy u źródeł Kemmlitz. Po prostu między tymi punktami opisywana część Zagozdu stykała się z dobrami biskupa, eo ipso należącymi do dominium biskupiego. Skądinąd, granice opisywane w protokole 1b oddają zapewne stan sprzed r. 1241, co najmniej z r. 1223. W południowo-wschodniej części Milska istniała więc sieć osadnicza współczesna co najmniej śląskim przedsięwzięciom Henryka Brodatego. Rozparcelowane osady „auf dem Eigen” wskazują na jeszcze starszy etap kolonizacji. Możliwe, że o tym właśnie etapie mówi dokument z 1186 r., którym biskup Marcin ponowił ekskomunikę rzuconą na Burcharda von Kittlitz za zajęcie Zawidowa (mons Syden = Seiden-Berg) i okolicznych dóbr biskupich. Zwraca przy tym uwagę konsekwencja Kittlitzów w okupowaniu tych majątków, sugerująca jeśli nie jakieś posiadane przez nich prawa, to z pewnością opłacalność posiadania tych dóbr. Osady pod Zawidowem mogłyby więc być współczesne kolonizacji biskupiej w rejonie Miśni. Nieprzypadkowo zatem siedliska wsi podzawidowskich przyjmują formy bardziej archaiczne, a ich niwy mniejsze areały, niż dalej na wschód położonych miejscowości. Zarazem jednak okolica ta leży poza z dawna zasiedloną doliną Witki i nie może pochwalić się tyloma słowiańskimi nazwami miejscowymi. Znamienne przy tym, że akurat w południowo-wschodniej części dawnego Milska wystąpiły dwa toponimy i jeden hydronim z samogłoską nosową oraz jeden toponim z nagłosowym g i grupą –ro-. Jerzy Nalepa zinterpretował te nazwy brawurowo: jako świadectwo trwałych kontaktów ziem nad górną Nysą z polskim obszarem językowym. Dużo prostszym i bardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem jest jednak stwierdzenie, że nazwy te zostały po prostu przejęte przez osadników niemieckich wcześniej, niż w XIII w., jeszcze zanim innowacje prowadzące do rozpadu Słowiańszczyzny północno-zachodniej były w stanie dotrzeć nad górną Nysę i Witkę. Sugestia ta pozostawałaby w zgodzie z przytoczonymi wyżej innymi wskazówkami wczesnej kolonizacji w dorzeczu Pliessnitz i wokół Zawidowa. Jeśli przypuszczenie wczesnej, etnicznie niemieckiej kolonizacji we wschodniej strefie dawnego Milska okazałoby się słuszne, wykorzystanie nazw wodnych, miejscowych i polnych w studium osadniczym okazałoby się jeszcze trudniejsze, niż dotychczas. A warto zaznaczyć, że i dotychczas nie było to przedsięwzięcie łatwe, a to ze względu na wzmiankowany już wyżej udział Słowian w kolonizacji XII-XIV w., który sprawia, że nazwy słowiańskie czy też przedrostki Windisch-/Wendisch-/Slawisch- pozbawione są waloru datującego. Wracając zaś do wczesnych przedsięwzięć osadniczych we wschodniej części dawnego Milska, to warto pamiętać, że biskupi miśnieńscy nie byli jedynymi kandydatami do budowy władztwa na tym terenie. Już w XII w. mógł istnieć w okolicy Zgorzelca kompleks królewskich dóbr stołowych. Także Przemyślidzi nie zaniedbywali tych ziem, skoro zgorzelecki gród wzniósł już Sobiesław I, koło Jauernick istniała przed 1242 r. wieś Bohemisdorf, a kościół parafialny w samym Jauernick nosił wezwanie św. Wacława.
Tu kończą się możliwości „zwykłych” narzędzi historii osadnictwa. Pozwalają one stawiać frapujące hipotezy, sprawdzalne jednak tylko poprzez analizę reliktów kultury materialnej. Niezależnie od nie ulegającego wątpliwości znaczenia historii architektury i numizmatyki, pierwszorzędną rolę należy w tym względzie przypisać archeologii- i to mimo jej ograniczeń, takich jak szerokie datowania i regionalna różnorodność materiałów. Ograniczenia te nie są zresztą absolutne, i zmniejszają się w miarę postępu badań. Spośród różnych rodzajów stanowisk, obiecujące perspektywy otwierają przed badaczami grodziska Górnych Łużyc, które mogłyby służyć jako punkty odniesienia dla studiów nad chronologią i zróżnicowaniem materiałów masowych. Studia nad grodziskami są tym ważniejsze, że znacznemu zagęszczeniu osad obronnych na wschodnich Górnych Łużycach nie odpowiada porównywalna choćby gęstość stwierdzonych archeologicznie osad otwartych, mimo iż badaniami powierzchniowymi objęto prawie całą polską część kraju (w ramach AZP) i powiat Zittau w granicach sprzed r. 1990. Prawdopodobne osady otwarte XI-XII w. stwierdzono w Przesieczanach, Liebstein, Zgorzelcu-Ujeździe, Niedowie, Wyrębie, Pieńsku, Koźlicach i Königshain, przy czym tylko cztery ostatnie badano sondażowo. Trudno przy tym winę za małą liczbę osad otwartych zrzucić na okoliczności badań; prędzej należałoby winić ukształtowanie terenu i jego przekształcenia od XIII w. Przyczyny małej liczby stwierdzonych osad otwartych XI-XII w. mogą być cztery: osiedla były małe i niestabilne, leżały na terenach niedostępnych badaniom, ich relikty znajdują się pod zabudowaniami istniejących wsi, wreszcie znaczna część osadnictwa XI-XII w. skupiała się w grodach. Rozstrzygnięcie tej kwestii zależy m. in., paradoksalnie, od stopnia przebadania grodzisk, i stwierdzenia, dla jak licznych grup ludzkich grody stanowiły rzeczywiście miejsca stałego zamieszkania, oraz sprecyzowania ich datowań. Jeśliby udało się uchwycić do tego różnice funkcjonalne między grodami i powiązać je z regionalnym zróżnicowaniem materiałów, można by wręcz pokusić się o odtwarzanie hierarchii i struktury osadnictwa. Niewątpliwie walnie dopomogłoby w tym przebadanie konkretnych stanowisk, z których część wspomniano już powyżej. Na pierwsze miejsce wysuwa się tu niewątpliwie stanowisko nr 1 w Bratkowie, którego przebadanie mogłoby dostarczyć nowych danych do kwestii okręgu grodowego Ostrusna oraz zasiedlenia późniejszych dóbr Ostritz przed XIII w.
Kolejne ważne stanowisko to grodzisko w Zawidowie (mons Syden), od XII w. ośrodek biskupiego klucza dóbr. Obiekt to o tyle ciekawy, że złożony ze starszego założenia pierścieniowatego i wzniesionego na nim grodziska stożkowatego z reliktami murów fundamentowych i przyczółków mostowych. Datowanie obydwu faz fortyfikacji w Zawidowie miałoby bez wątpienia duze znaczenie dla całego regionu. Spośród grodzisk dotąd nie wymienianych, lecz niewątpliwie wartych uwagi, na pierwszym miejscu trzeba wskazać stanowisko nr 1 w Koźlicach wraz z towarzyszącą mu osadą (stan. nr 2). Nie jest bowiem wykluczone, że założenie to, wzniesione na grodzisku plemiennym, przetrwało do XI-(XII) w., po czym zostało zastąpione osadą wiejską- przy czym właściwa wieś lokacyjna powstała nieopodal. Warta zbadania jest istniejąca jeszcze część grodziska nr 2 w Niedowie (obecnie nr 1 w Ręczynie) wraz z sąsiednimi reliktami osadnictwa otwartego. Jest bowiem prawdopodobne, że po upadku grodu nr 1 w XI w. to właśnie grodzisko nr 2 stało się głównym punktem umocnionym okolicy. Skoro zaś mowa o Niedowie, mogącym się pochwalić jedną z najstarszych parafii w regionie, trudno nie wskazać na Jauernick- siedzibę drugiej parafii równie rozległej, jak niedowska, pod wskazującym na inicjatywę Przemyślidów wezwaniem św. Wacława. Dwuczłonowe założenie w Jauernick należy przy tym do stosunkowo najlepiej zachowanych, a zarazem najsłabiej przebadanych grodzisk dawnej ziemi zgorzeleckiej. Koniecznym uzupełnieniem badań grodów powinny być studia nad miastami regionu, spośród których jak dotąd tylko Zgorzelec może pochwalić się znaczącymi odkryciami archeologicznymi dotyczącymi okresów przed- i wczesnolokacyjnego pod Kościołem św. Piotra i Pawła oraz na Dolnym Rynku pod Schönhofem. Z punktu widzenia studiów nad osadnictwem i gospodarką ważniejsze, niż badania miast, mogą jednak okazać się badania osad wiejskich. Dla
omawianego okresu szczególnie ciekawe wyniki przyniosły ratownicze prace w kościele parafialnym w Deutsch-Ossig, wskazujące na dość wczesne (XII/XIII w.) powstanie tej świątyni. Podjęcie podobnych prac w obrębie innych osad wiejskich regionu należy uznać za ważny postulat dalszych badań. Przebadanie metodą wykopaliskową reliktów osad wiejskich, szczególnie z okresu wczesnolokacyjnego, przyczyniłoby się niewątpliwie walnie do weryfikacji (bądź falsyfikacji) przedstawionych wyżej hipotez historycznych, zarówno tych pozyskanych „klasycznymi” metodami historii osadnictwa, jak też otrzymanych przez zastosowanie nowych, proponowanych w piśmiennictwie narzędzi badawczych. W ramach studiów nad osadnictwem wiejskim nie powinno też zabraknąć osad opuszczonych. Zarówno osady XI-XIII w., opuszczone na rzecz nowych wsi lokacyjnych, jak też wsie porzucone w XIII-XV w., pozwalają bowiem ocenić preferencje glebowe i fizjograficzne osadników w poszczególnych okresach, oraz gospodarcze warunki brzegowe, w których musieli żyć i pracować mieszkańcy i właściciele tych osad. Szczególnie atrakcyjne byłoby sprzęgnięcie badań różnych rodzajów punktów osadniczych w ramach poszczególnych mikroregionów osadniczych. Podejście takie pozwalałoby nie tylko na znacznie dokładniejsze oświetlenie zachodzących w tych mikroregionach zjawisk, ale także rzerzucenie poznawczego pomostu wstecz od oświetlonego źródłami pisanymi schyłku średniowiecza aż po IX-X w. W tym kontekście szczególnie godne uwagi wydają się dwa mikroregiony. Pierwszy z nich to rejon grodu w Jauernick, w którego bezpośrednim pobliżu znajdują się, oprócz reliktów osadnictwa otwartego IX-XII w. na gruntach Buschbach, cmentarzysko kurhanowe oraz opuszczona wczesna wieś lokacyjna Bohemisdorf. Nieco podobny zespół stanowisk istnieje w Białogórzu, gdzie oprócz grodziska stwierdzono użytkowane do XI w. cmentarzysko kurhanowe oraz osadę XI-XII w. (Wyręba, stan. nr 1). Wydaje się przy tym, że cała wysoczyzna, na której znajdują się omawiane stanowiska, została opuszczona po założeniu w sąsiednich dolinach istniejących do dziś wsi łanów leśnych. Obok wymienionych mikroregionów warto także pamiętać o wspomnianej już wyżej okolicy Niedowa/Ręczyna, gdzie jednak co najmniej część wczesnego osadnictwa otwartego jest niedostępna dla badań ze względu na powstanie w latach 1960-tych jeziora zaporowego na Witce, a relikty domniemanej osady opuszczonej Bornhain nie zostały jak dotąd stwierdzone w terenie. Nie mniej ciekawa badawczo wydaje się okolica Ostritz, gdzie oprócz hipotetycznej pierwotnej lokalizacji ośrodka (grodzisko w Bratkowie = Ostrusna?) oraz dwóch jego lokalizacji późniejszych (Ostritz-Altstadt i samo Ostritz) istnieje również grodzisko w Marienthalu i opuszczona wieś Seifridsdorf.
Powyższy krótki przegląd wskazuje, jak wiele mogłyby jeszcze wnieść badania archeologiczne- w postaci opracowań dawniej pozyskanych materiałów, bieżących prac konserwatorskich, czy wreszcie planowych badań wykopaliskowych- do wiedzy o osadnictwie wschodnich Górnych łużyc w XI-XIV w. Wyniki badań archeologicznych, w które niewątpliwie należałoby włączyć także metody nauk przyrodniczych, mogłyby doskonale uzupełnić wyniki studiów prowadzonych przy użyciu standardowego instrumentarium historii osadnictwa, geografii historycznej i onomastyki.
Położenie szczególnego nacisku na archeologię wiąże się przede wszystkim ze specyfiką postulowanych powyżej badań, skupiających się na osadnictwie wiejskim, na omawianym terenie sporadycznie, jak dotąd, badanym wykopaliskowo. Trudno zarazem zaprzeczyć, że także w dziedzinie, której poświęcano przez ostatnie stulecie wiele uwagi- badań grodzisk- istniejące zaniedbania domagają się szybkiego nadrobienia. Do dziś przecież w archiwach i magazynach polskich zalega sporo nie opracowanych materiałów z dawnych wykopalisk, a w Niemczech- archiwaliów i zabytków z polskiej części Górnych Łużyc, w Polsce nieznanych lub wręcz uznanych za zaginione. Przeprowadzenie badań archeologicznych na stanowiskach wskazanych w niniejszym tekście niewątpliwie pozwoliłoby na nowo spojrzeć na dostępny obecnie zasób danych historycznych, geograficznych i językoznawczych. Nie ulega przy tym wątpliwości, że tak pomyślane studia mikroregionalne przyczyniłyby się do pogłębienia wiedzy o procesach, jakie zachodziły nad Nysą i Witką w przełomowych czasach, jakimi były stulecia X-XIV: przełomowych nie tylko dla Górnych Łużyc, lecz dla całej Europy.
Mgr Krzysztof Fokt
Instytut Archeologii UWr.



   
Cytat
Udostępnij: