
Zamki, dwory obronne, mury miejskie, grodziska
Forum miłośników średniowiecznych fortyfikacji (zał. 05 Lis 2007)
Miasto sprzedało siemianowicki pałac Donnersmarcków kilka lat temu prywatnej firmie za nieco ponad... 20 tys. zł i obietnicę wykonania remontu. Śladu remontu nie widać, a teraz firma chce sprzedać pałac za kilka milionów.
Siemianowicki pałac jest jednym z największych tego typu kompleksów w Polsce. Historię ma dłuższą, ale swój największy rozkwit zawdzięcza rodzinie Donnersmarcków, którzy obrali sobie tu siedzibę w połowie XVIII wieku.
Pałac od prawie trzydziestu lat wpisany jest do rejestru zabytków, mimo to z roku na rok jest w coraz gorszym stanie. Już w 2005 roku miasto stwierdziło, że koszty remontu przekraczają jego możliwości i postanowiło zabytek sprzedać. Nowym właścicielem została Silesia sp. z o.o. z Siemianowic Śląskich. - Ziemia została przekazana spółce w wieczyste użytkowanie na 99 lat, budynki natomiast sprzedane - wyjaśnia Michał Tabaka, rzecznik siemianowickiego magistratu.
Od pewnego czasu w internecie znów pojawiają się oferty sprzedaży pałacu. Jedna (z listopada zeszłego roku) opiewa na 7,5 mln zł, inna (z grudnia) na 4 mln. W tej ostatniej można przeczytać, że obecny właściciel jest na etapie przygotowywania projektu inwestycyjnego polegającego na przekształceniu pałacu w centrum konferencyjno-hotelowe, a nowy ma szansę zakończyć inwestycję przed EURO 2012. Nie trzeba szczególnie bacznie przyglądać się pałacowi, żeby stwierdzić, że to harmonogram raczej nierealny.
Siemianowiccy urzędnicy o ofertach usłyszeli od dziennikarzy. I bardzo się zdziwili, bo obecny właściciel kupił zabytek dużo taniej. Za same budynki spółka zapłaciła... niecałe 21 tys. zł! Jak to możliwe?
- Ówczesna rada miasta w specjalnej uchwale, opierając się na ustawie o gospodarce nieruchomościami, zgodziła się wtedy na 95-proc. bonifikatę ze względu na to, że obiekt jest zabytkowy i w fatalnym stanie technicznym - dodaje Tabaka. Za dzierżawę ziemi spółka zapłaciła jednorazowo 290,5 tys. zł i zgodziła się na 43,5 tys. zł rocznej opłaty. Miasto zarobiło na tym niewiele, ale pewnie uznało, że lepsze to niż nic. A przy okazji pozbyło się kłopotliwego zabytku.
Z umowy podpisanej wtedy między samorządem a spółką Silesia wynikało też, że do 2012 roku firma musi wykonać kompleksowy remont obiektu. Gołym okiem żadnych zmian na lepsze nie widać. Nie dostrzegł ich też wojewódzki konserwator zabytków, który po zeszłorocznej kontroli złożył zawiadomienie do prokuratury o zaniedbaniach, jakich dopuścił się właściciel.
Miejscy urzędnicy zapewniają, że chociaż ich zdaniem obiekt niszczeje, nic ze swej strony zrobić nie mogą. - Umowa została niestety tak skonstruowana, że możemy rozliczyć spółkę z wykonanych prac dopiero w 2012 roku. Dopiero wtedy będziemy mieli prawne możliwości działania - mówi Tabaka.
Sprzedanie pałacu przed 2012 rokiem może być dla obecnego właściciela korzystne, ale tylko jeśli sprzeda go odpowiednio drogo. Ta sama ustawa o gospodarce nieruchomościami, która zapewniała bonifikatę przy zakupie, stwierdza bowiem, że jeśli nowy właściciel sprzeda taki obiekt w ciągu 10 lat od nabycia, musi darowaną kwotę zwrócić.
- Nasi prawnicy na pewno będą się przyglądać tej sprawie - dodaje Tabaka.
Z właścicielem spółki Silesia nie udało nam się skontaktować.
Fot. Bartłomiej Barczyk/Agencja Gazeta
autor: Iwona Sobczyk
Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice 2011-01-07