
Zamki, dwory obronne, mury miejskie, grodziska
Forum miłośników średniowiecznych fortyfikacji (zał. 05 Lis 2007)
Najazdy polskie na Śląsk
Do najbardziej dramatycznych rozdziałów historii Śląska należą wieloletnie walki o koronę czeską w XV w. Szkód i cierpień mieszkańcom dzisiejszej Opolszczyzny przysporzyły bezsensowne najazdy polskich wojsk
Trwającą w 1419 r. w Czechach rewolucję husycką zakończył osiągnięty w 1436 r. chwiejny kompromis pomiędzy siłami katolickimi a umiarkowanym nurtem ruchu husyckiego, tzw. utrakwistami. Dzięki niemu władzę królewską w Czechach objął zwalczany wcześniej przez husytów cesarz Zygmunt Luksemburski, który już w grudniu 1437 r. zmarł.
Podwójna elekcja
Zgodnie z wyrażoną na łożu śmierci wolą zmarłego władcy, nowym królem czeskim obrano w Pradze większością głosów zięcia Zygmunta Luksemburskiego, księcia austriackiego Albrechta Habsburga, którego w tymże roku obrano również królem węgierskim i niemieckim. Elekcji tej sprzeciwiły się jednak siły opozycyjne o orientacji husyckiej. W maju 1438 r. zebrana w Kutnej Horze część stanów czeskich powołała na tron Kazimierza Jagiellończyka (przyszłego króla polskiego), który był młodszym bratem panującego wówczas w Polsce Władysława III Jagiellończyka.
W drugiej połowie września 1438 r. wkroczyła na Śląsk 20-tysięczna armia polska z królem Władysławem i królewiczem Kazimierzem Jagiellończykiem. Dotarła pod Strzelce Opolskie, rozkładając się tam obozem. Wydzielone oddziały wojsk polskich ruszyły dalej w kierunku Krapkowic, gdzie opanowały przeprawę przez Odrę. Przez dwa tygodnie "na polu pod miastem" prowadzono rokowania z książętami śląskimi, chcąc uzyskać ich poparcie dla kandydatury Kazimierza Jagiellończyka, a w tym czasie wojska polskie w straszliwy sposób, ogniem i mieczem, pustoszyły okoliczne tereny, co miało zapewne służyć wywarciu psychologicznej presji na Ślązaków (takie barbarzyńskie praktyki należały do stałego repertuaru metod prowadzenia wojny w owej rycerskiej epoce. Wbrew naiwnym stereotypom, postępowali tak nie tylko Krzyżacy).
Działania te okazały się skuteczne. 6 października 1438 r. książę Bernard oraz jego bratankowie, książęta opolscy Jan i Mikołaj I, zawarli w obozie pod Strzelcami układ z królem Władysławem i królewiczem Jagiellończykiem, uznając legalność jego wyboru na króla czeskiego i przyrzekając złożyć mu hołd po dokonanej w stosowny sposób (zgodnie z tradycyjnym rytuałem) koronacji. Tego samego dnia analogiczny układ został zawarty przez księcia opolsko-głogóweckiego, Bolesława V Wołoszka.
Gdy jednak zwolennicy Kazimierza Jagiellończyka ponieśli klęskę w bitwie pod Želenicami, wojska polsko-litewskie ruszyły w drogę powrotną do kraju przez ziemię raciborską, którą - wbrew zawartemu układowi - również straszliwie spustoszyły. W tym czasie oddziały pospolitego ruszenia z Wielkopolski operowały na terenach dolnośląskich, pustosząc m.in. okolice Namysłowa, gdzie spalono podobno aż 46 wsi. Następnie po spustoszeniach na terenie księstwa nyskiego i na całej ziemi brzeskiej, Wielkopolanie wycofali się przed armią Albrechta Habsburga.
Na początku grudnia 1438 r. zwycięski Albrecht Habsburg odebrał we Wrocławiu hołd od książąt śląskich, wśród których znajdowali się również książęta opolscy, Bernard, Jan i Mikołaj I. W lutym 1439 r., przy pośrednictwie legatów papieża i soboru, dyplomacja polska zawarła w Namysłowie rozejm z Albrechtem, uznając w praktyce kutnohorską elekcję Kazimierza Jagiellończyka za nieważną.
Przeciwko Korwinowi
Sytuacja powtórzyła się w latach 1471-74, po śmierci Jerzego z Podiebradów, narodowego króla Czech, związanego ideowo i politycznie z ruchem husyckim. W maju, 1471 r. na sejmie w Kutnej Horze, został obrany królem Władysław Jagiellończyk, syn króla polskiego Kazimierza Jagiellończyka (tego samego, który chciał objąć rządy w Pradze ćwierć wieku wcześniej). Elekcji nie uznali jednak stronnicy Macieja Korwina, narodowego króla Węgier, który za sprawą opozycji katolickiej został już w 1469 r. koronowany także na króla czeskiego (po wcześniejszym ekskomunikowaniu króla-husyty Jerzego z Podiebradów przez papieża Pawła II). Jagiellończykowi nie udało się podporządkować sobie Śląska, którego elity polityczne sprzyjały przeważnie Maciejowi.
W 1474 r. ruszyła więc na Śląsk wielka wyprawa polsko-czeska, mająca na celu podporządkowanie tej krainy Władysławowi Jagiellończykowi. Zdobywszy i obsadziwszy polskimi załogami Kluczbork i Byczynę, wojska Jagiellończyka wtargnęły z końcem września 1474 r. na teren księstwa opolskiego i - jak pisze Długosz - zaczęły ogniem i mieczem, oraz we wszelki inny wrogi sposób pustoszyć Opolszczyznę, traktowaną przez nie jako kraj nieprzyjacielski.
Po przejściu Odry pod Krapkowicami (ogromnie ułatwiony przez wyjątkowo niski tego roku stan wody w rzece) Polacy ruszyli z biegiem rzeki, osiągając Opole. W Opolu stała w tym czasie przysłana przez Macieja Korwina (na prośbę księcia opolskiego Mikołaja I) załoga węgierska, w postaci oddziału jazdy w sile 600 koni. Inny oddział jazdy węgierskiej, w sile 400 koni, stanął w Brzegu, należącym wówczas również do księcia opolskiego (sam książę Mikołaj I wolał schronić się we Wrocławiu, stanowiącym główną bazę wojsk Macieja na Śląsku).
Zdaniem Długosza, Opole mogło być łatwo zdobyte, ale Kazimierz Jagiellończyk wolał oszczędzać siły przed spodziewanym walnym starciem z wojskami Macieja Korwina, w związku z czym zabronił ataków na miasto (niewykluczone jednak, że Jagiellończyk po prostu wolał nie ryzykować szturmu w warunkach niskiego morale wojsk polskich, wynikającego z niepopularności wyprawy wśród powołanej na nią szlachty).
Trwające przez dwa tygodnie działania oblężnicze sprowadziły się w tych warunkach do ostrzeliwania miasta przez polską artylerię. Skuteczność była niezbyt wielka, podobno dlatego, że sprowadzone z Krakowa największe działo utonęło w Odrze podczas przeprawy pod Krapkowicami i nie dało się wydobyć go z mułu na dnie rzeki; inne działa natomiast pękały w czasie ostrzału. Znacznie więcej energii przejawiali natomiast oblężeni - Węgrzy i mieszczanie opolscy - którzy bronili się w sposób aktywny, przeprowadzając dniem i nocą szereg wycieczek z miasta i powodując liczne straty wśród oblegających.
Wojska polskie ruszyły następnie w kierunku Brzegu i Oławy, a później Wrocławia, pozostawiając za sobą Opole ze stacjonującą w nim załogą węgierską. Głębokie trudności aprowizacyjne, epidemia oraz dywersyjne działania wojsk Macieja Korwina, mających swoje bazy w Opolu oraz w innych niezdobytych przez Polaków miastach śląskich (Brzeg, Grodków, Oława), zmusiły w końcu Jagiellończyków (Kazimierza i Władysława) do odstąpienia spod Wrocławia i zawarcia w dniu 8 grudnia 1474 r. zawieszenia broni z Maciejem Korwinem.
Epilogiem prowadzonych w 1474 r. działań wojennych był zawarty pięć lat później (21 lipca 1479 r.) w Ołomuńcu układ pokojowy między Władysławem Jagiellończykiem i Maciejem Korwinem. Pozostawiono Śląsk, Morawy i Łużyce w posiadaniu Macieja Korwina, ale bez formalnego włączenia ich do ziem Korony Węgierskiej. Władysław Jagiellończyk mógł po jego śmierci wykupić te kraje za 400 tysięcy guldenów. Obaj monarchowie uznali nawzajem swoje tytuły króla czeskiego.
Niechlubne kampanie
Wyprawa przeciwko Maciejowi Korwinowi należy do najbardziej niechlubnych i bezsensownych kampanii w dziejach oręża polskiego. Była ona prowadzona w sposób wyjątkowo nieudolny, w związku z czym dowodzący wówczas wojskami polskimi marszałek Królestwa i kasztelan sandomierski Jan z Rytwian był nawet posądzany o zaprzedanie się Węgrom. Co gorsza, wyprawę tę podjęto w celach niemających nic wspólnego z polską racją stanu: dla podporządkowania Śląska Czechom, odwiecznemu rywalowi Polski na tym obszarze. Interes dynastyczny Jagiellonów całkowicie rozmijał się w tym wypadku z interesem państwa polskiego.
Podobnie można ocenić nieudaną wyprawę wojsk jagiellońskich w 1438 r. Podejmowane przez królów polskich przedsięwzięcia polityczno-militarne służyły utwierdzeniu panowania czeskiego na Śląsku, wbrew głośno i nierzadko w dramatyczny sposób wyrażanej woli mieszkańców tej krainy, a ze szkodą dla interesów państwa polskiego.
Sprzeczne z polską racją stanu i prowadzone w okrutny sposób kampanie wojenne w latach 1438 i 1474 nie przyniosły chwały orężowi polskiemu, a tylko sprowadziły ogrom nieszczęść i cierpienia na mieszkańców Śląska. Tragicznym paradoksem ówczesnych wydarzeń jest to, że za sprawą interweniujących na Śląsku wojsk polskich ucierpiała najbardziej polskojęzyczna przeważnie ludność ziem w górnym biegu Odry. Jagiellonowie osiągnęli wprawdzie w końcu swoje cele polityczne, zdobywając na parę dziesięcioleci władzę w Czechach, ale nie miało to żadnych pozytywnych następstw dla Polski, która rozstała się ze Śląskiem na kilka stuleci. Można nawet mówić o konsekwencjach negatywnych, jeżeli weźmie się pod uwagę fakt, że Jagiellonowie wpuścili później na Śląsk Hohenzollernów, co ostatecznie, po dwustu latach, zaowocowało zagarnięciem tej krainy przez Prusy, a następnie rozbiorami Polski.
Tabor, czyli ruchomy obóz wojskowy z XV w. Podobnie mogły wyglądać wojska Jagiellonów interweniujące na Śląsku w 1438 i 1474 r.
autor: Zbigniew Bereszyński
Źródło: Gazeta Wyborcza Opole 2009-07-17